sobota, 21 października 2017

Jak przerobiłam lampę.


Chciałoby się urządzać dom w sposób jaki widoczny jest na ekranie telewizora, czyli w kilka dni od początku do końca. Mieć możliwość w sklepie wrzucić do kosza wszystkie produkty, które nam pasują do projektu, zapłacić kartą, przywieść do domu, poustawiać , zasiąść w fotelu i podziwiać swoje dzieło. 
Niestety, tak dobrze to mają nieliczni, ja należę do tych drugich, czyli do tych, którzy jak chcą mieć to ciułają kasę, albo kombinują jak z niczego zrobić coś.
Tak się złożyło , że Misiek kupił stojącą lampę za grosze i przytaszczył do domu myśląc , że taką miałam na myśli. Nie zawsze się rozumiemy, ja wiem jaką chcę mieć lampę do salonu i taką poszukam, a ta była brzydka, stojak mógłby być, ale abażur? - paskuda. 
Stała sobie w kącie, a ja nie wiedziałam co z nią zrobić. Aż któregoś wieczoru pomyślałam " a może przerobić lampę ?", zanim kupię nową ta będzie mi dobrze służyć. 

Receptariusz

Po pierwsze, stojak był w bardzo dobrym stanie, wystarczyło go pomalować grafitową farbą kredową i polakierować lakierem matowym.
Po drugie, oderwałam babcine frędzelki , dobrze odtłuściłam abażur i tą samą farbą kredową pomalowałam abażur z dwóch stron. 
Po trzecie, przyłożyłam szablon i złotą farbką pomalowałam róże.

Tak to w jeden wieczór powstała grafitowa lampa przy której czytam albo wyszywam, jednocześnie marząc o tym, że kiedyś znajdę taką, która mnie zachwyci.

Lampa grafitowa otrzymała pazur.
A wczoraj wyglądała nijako.

wtorek, 17 października 2017

Poduszki jak jesienne kwiaty


Najlepszym malarzem na świecie jest natura, zwłaszcza jesienną porą, gdy promienie słońca wydobywają intensywność kolorów. Zachwycam się niezmiennie barwami liści drzew, wrzosów i jesiennych kwiatów. Żółcienie, pomarańcze, bordo , fiolety , zamglone błękity i róże, zupełny zawrót głowy.
Ze względu na użycie wielu ciemnych kolorów w salonie tj.grafitowa ściana, barokowa ciemna tapeta, ciemna kanapa, chciałam rozświetlić i ocieplić pomieszczenie. 
Długo się nad tym zastanawiałam, aż mnie olśniło .............zainspirowałam się barwami kwiatów cynii, astrów i wrzosów.
Chciałam też wprowadzić troszkę luksusu, połysku i miękkości. Postawiłam więc na aksamit, stary klasyczny materiał, który zdecydowanie spełniał moje oczekiwania. Trudność polegała na tym, że w sklepach, które odwiedziłam był niewielki wybór aksamitu lub nie było go wcale. Na internecie ceny zaporowe, choć byłam tak zdesperowana, że zapłaciłabym nawet tyle, gdyby chodziło o jeden kawałek, ja jednak potrzebowałam wielu kolorów i tylko po 60 cm. a tu informacja w sklepie internetowym  "musisz zakupić minimum 2 m." Byłam zła i rozczarowana. Jak wiecie mieszkam od niedawna pod Wrocławiem, nie znam wszystkich sklepów i możliwości, poszukiwałam usilnie, aż zdecydowałam się pojechać na ul.Robotniczą do hurtowni tkanin. Budynek niepozorny , obskurny, znalazłam się w epoce PRL-u, ale w środku można poszaleć, dość duży wybór różnych materiałów. 
I co?.........................znalazłam aksamit, o dużym wyborze kolorów ...........a cena?............tylko 35 zł za metr ( cena w internecie to od 85 zł do 120 zł). Kupiłam kilka kawałków,  liczyłam wprawdzie na inne odcienie, ale i tak byłam szczęśliwa.
Poszyłam poduchy i można zapaść się w nie na kanapie . Przytulne, mięciutkie, a jednocześnie pięknie zmieniające barwę w zależności od oświetlenia. Sama się dziwię czemu ten materiał popadł w zapomnienie.


Moje poduszki mają tę zaletę , że można je konfigurować ze sobą w zależności od nastroju, przemieniać, kłaść na fotele , codziennie może być inaczej. Taka zabawa urozmaica codzienność, nuda mi nie grozi, jednocześnie wprowadza indywidualizm do wnętrza. 
Nigdy nie kierowałam się modą, trendami, stylem, zawsze jak coś robię to jest to, co w obecnej chwili podoba mi się, często wbrew wszystkiemu. 


Pochwalę się jeszcze dębową ławą.
Miał być stolik, lekki , szklany , może złoty, ale nic ciekawego nie mogłam znaleźć, a jak już znalazłam to nie było w zasięgu mojego portfela.
Zdecydowaliśmy się na stolarza z sąsiedniej wsi, powiedzieliśmy mu co nas interesuje i zrobił nam ławę z dwóch kawałków dębowej deski , zapłaciliśmy tylko 300 zł. Nie kupiłabym w sklepie za te pieniądze, warto więc rozglądać się po okolicę za takimi fachowcami.
Wiem , że pomieszczenia wyglądają jeszcze surowo, ale dopiero wchodzę w etap detali, jesień i zima najlepiej temu sprzyja. Jak tylko coś wymyślę to się z wami podzielę, wprawdzie na dekoratora wnętrz się nie nadaję i nie aspiruję do bloga wnętrzarskiego, tylko jestem na etapie wykonywania robótek ręcznych dla domu, dlatego będę was tym męczyć.


Dziękuję za odwiedziny na moim blogu , za wasze komentarze i przyznam się do czegoś, teraz wiem jak bardzo mi brakowało tego miejsca i jak bardzo się stęskniłam za wami kochane blogerki, pozdrawiam cieplutko.

piątek, 13 października 2017

Błękitny kredens


Mój obecny dom to wypadkowa tego co zastałam , a co nie mogę zmienić i tego co zmieniłam idąc za impulsem , pośpiechem . Zostawiłam wszystko za sobą , sprzedałam i wprowadziłam się do domu, gdzie nie miałam nawet łóżka do spania, był więc pośpiech.Dopiero teraz mogę zacząć spajać , składać jak klocki Lego. Nie jest to łatwe, no dobra nie będę już marudzić.
Jak widać oszalałam na temat niebieskiego , od grafitu do wyblakłego błękitu.W końcu kobieta zmienną jest. Niezmiennie tylko  kocham kolory i nie lubię białych ścian... i kropka.



Zawsze chciałam mieć stary kredens, ale mała powierzchnia byłego mieszkania nie dawała takiej możliwości. Teraz mogę poszaleć, marzenia się spełniają i mam kredens starusieńki, na dodatek niebieski.
Misiek namęczył się przy jego odnowie. Staruszek, jak każdy w jego wieku był naruszony zębem czasu, miał wiele ubytków i już korniki go podjadały, przyznam się , że ja miałam wątpliwości czy Spa garażowe potrafi go choć trochę odmłodzić. 
"Skalpel" Miśka zdziałał cuda , mnie pozostało nałożyć makijaż w postaci niebieskiej farby akrylowej i kredens stanął między jadalnią a kuchnią. Wprawdzie oczy w postaci szkiełek witrynki mają zaćmę i zastanawiam się  nad zmianą szkieł albo innym rozwiązaniem, na razie jednak kredens pozostaje w tej postaci do następnej mojej weny.

Dzbanuszek w kropki z Bolesławca
Zestaw porcelanowych pojemników kupionych na targu staroci w Świdnicy
Obrusy w kredensie

Uratowany stołeczek pomalowałam farbą kredową


Tak wyglądał kredens  przed pomalowaniem.



Inspiracje
 

niedziela, 8 października 2017

Jak adoptowałam hoję


Kupiliśmy dom, wyjechaliśmy na drugi koniec Polski i w konsekwencji zaczęliśmy przyjmować rodzinę, która chciała zobaczyć tę naszą "posiadłość". 
Przy okazji takich odwiedzin moi teściowie mieli okazję odwiedzić siostrę teścia, czyli naszą kochaną ciocię zamieszkującą Świdnicę. Ciocia , cudowna osoba w słusznym już wieku ma koleżankę , której aktualnie remontowano mieszkanko, a która miała olbrzymią , wieloletnią hoję. Hoi groziła eksmisja. Obie panie pomyślały, że skoro mamy duży dom to przecież możemy tę hoję adoptować. Mój Misiek nie miał serca odmówić i przytargał olbrzymi kwiat ze Świdnicy do naszego domu.
 O Matko!!! ja byłam przerażona, nie przewidziałam miejsca dla wiekowej damy i co tu robić? 
Trzeba było znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. 
Długo szukaliśmy odpowiedniego starego stojaka, Misiek znalazł taki na "Młynie" za niewielkie pieniądze.kwietnik pomalowałam na niebiesko farbą kredową, ( ja  obecnie szaleję z kolorem niebieskim i granatem). Postawiłam stojak z damą w kącie przy oknie , rozplątałam długie pędy, niestety nie obyło się bez ofiar, pędy rozciągnęliśmy na ścianę i mam coś co przypomina dom babci . 
Hoja sobie jakoś trwa, na razie nie ma zamiaru umierać , tyle że nie kwitnie. Nie wiem czy podoba jej się nowy dom czy nie, nic nie mówi, a ja nie bardzo wiem jak zająć się tą staruszką, może ktoś ma doświadczenie w tej materii, rady są mile widziane.

Ślicznie dziękuję za komentarze, cieszę się jak widzę , że jeszcze ktoś tu zagląda. Pozdrawiam cieplutko w tę zimną niedzielę.

poniedziałek, 25 września 2017

Słoiczki jak kwiaty


Słoiczki jak kwiaty rozłożyły się na trawie pozując do sesji zdjęciowej.
 Są one wytworem chwili kiedy tęsknota za drobnymi robótkami była tak silna, że musiałam coś zrobić. Dusza piszczała, ręce rwały się do farbek, a córcia poddała myśl, pomysł i razem zajęłyśmy się ozdabianiem. Słoiczki na różne małe przydasie np.guziczki, kwiatki i inne duperelki. Ale była zabawa, mogłabym tak bez końca kleić bukieciki, rysować koronki itd. i dobrze się stało, że zabrakło przygotowanych na ten cel słoików, bo chyba bym nie przestała.
Polecam taką zabawę, bardzo odprężające zajęcie.

Do zabawy użyłam różnych kolorów farb kredowych, gałki drewniane od komody w której owe gałki wymieniłam na inne, bardziej wyrafinowane, oraz przydasie zachomikowane przez moją córcię .


Bogusiu ten wpis dedykuję tobie, mam nadzieję , że odnajdę czas na takie zabawy.

niedziela, 24 września 2017

Tajemniczy ogród - pożegnanie lata


Witam po długiej przerwie.
Nie pytajcie mnie czemu mnie tak długo tu nie było,dużo trzeba by było opowiadać.
Zapomnijmy więc o tych kilku miesiącach i zacznijmy się bawić blogiem jeszcze raz.

  
Reaktywując to miejsce zacznę od podsumowania lata, czyli od mojego tajemniczego ogrodu.
Tak go nazwałam , bo gdy wprowadziliśmy się do nowego domu w listopadzie ogród był w uśpieniu, zapuszczony przez ostatni czas przez byłych właścicieli . Od wiosny odkrywał przede mną swe tajemnice. Spod kory wyszły krokusy , hiacynty, tulipany, krzewy rozkwitły, i tak przez całe lato poznawałam ich nazwy , okrywałam kolory kwiatów. Odchwaszczałam , przycinałam , zmieniałam, dosadzałam, siałam trawę i ryłam jak ten kret w ziemi ,aby jakoś ten ogród doprowadzić do porządku. Jeszcze dużo pracy mnie czeka w ogrodzie, ale zawsze o nim marzyłam , 
pochłonął mój czas letni całkowicie.

Pozdrowienia od KICHUSIA, kotka wolnego i szczęśliwego.